Miałam bodajże 20 lat. To miała być praca na chwilę, zanim nie znajdę czegoś innego. Miałam w tym czasie uzupełnić edukację, więc rok i do widzenia sklepie. I na tym się skończyło.
Ze szkoły wyrzucili mnie za frekwencję, bo pracowałam w weekendy. Za rok spróbowałam raz jeszcze, szef ponownie powiedział mi, że umożliwi mi chodzenie do szkoły. Działo się to samo. "Ania przyjdź, nie ma nikogo na sobotę". Wtedy jeszcze były pracujące niedziele, nie wiem dlaczego, ale zawsze po 12 godzin. "Ania, nie mam nikogo na niedzielę, musisz przyjść".
Ja w tamtym czasie nie byłam przebojowa, zgadzałam się. Bałam się stracić pracę, bo miałam trudną sytuację finansową w domu.
Ponownie usunięto mnie z listy słuchaczy za frekwencję.
Odpuściłam.
Gdziekolwiek nie złożyłam CV, żeby od tego uciec, dostawałam odmowę. Brak wykształcenia. Czasami słyszałam te absurdy o braku doświadczenia, bo przecież młodzi ludzie powinni ze szkoły wychodzić z co najmniej pięcioletnim doświadczeniem w danej branży, to oczywiste.
Miałam mnóstwo pomysłów na siebie. Chciałam studiować, bardzo chciałam studiować i uczyć się w tym, co mnie interesuje. Mogę w nieskończoność ślęczeć nad nauką w tematach, które mnie kręcą i robię to samodzielnie w domu od lat.
Kocham książki, kocham fotografię, kocham poszukiwać wiedzy, uczyć się.
Miałam dwa pomysły na siebie. Dziennikarstwo, fotoreporterstwo, albo historia związana z turystyką. Takie miałam pomysły jako dwudziestolatka. I w jednym i w drugim czułabym się świetnie.
Chciałam alternatywnie zrobić kurs na trenera personalnego, ale okazało się, że też nie mogę podejść bez wykształcenia. Ręce mi opadły.
Nie byłam w stanie utrzymać się w żadnej zaocznej szkole. Zostałam w handlu na 17 lat, większość weekendów i wieczorów w życiu, spędziłam w pracy. Tam biorą wszystkich, możesz nie mieć nawet podstawówki, przyjmą Cię.
Było mi często wstyd z tego powodu, zależy gdzie akurat byłam, bo te firmy się zmieniały z biegiem lat. Były takie sklepy, w których czułam się jak ryba w wodzie z jednym nawet utożsamiałam się i chętnie opowiadałam gdzie pracuję. Jednak większości miejsc pracy było mi wstyd. Widziałam, że rodzice są zadowoleni, mama też na kasie, to jest stabilna praca, mam sukces – wg nich.
I po siedemnastu latach, otrzymawszy kolejne odmowy z kolejnych miejsc pracy z powodu braku wykształcenia, rzuciłam ostatecznie sklepy. Ciekawostka: nie wiedziałam, że aby prowadzić komuś social media, trzeba mieć zrobione studia.
Poszłam na produkcję i zapisałam się do szkoły zaocznej. Okazało się, że nie mogę podejść do matury, bo moje świadectwa ukończenia klas, są nieważne, bo zmienił się program.
Wszystkie plany na rychłe studia legły. Kiedy będę pisać maturę, będę miała 42 lata. Rynek pracy może się mocno zmienić. A jeszcze studia. Może kurs, nie wiem, nie zastanawiam się nad tym, pomyślę za 4 lata.
Chciałam iść na studia, ale się nie udało. Chciałam mieć satysfakcjonującą pracę, ale nigdzie mnie nie chcą, bo nie liczy się doświadczenie życiowe, talent ani owoce własnej pracy jak w niektórych krajach. Dalej się uczę. Idę w zaparte, żebym w przyszłości mogła przebierać w szerszej gamie ofert pracy.
W imię systemu. Dzień w dzień od rana na montaż, do wieczora nauka, testy, przygotowanie do egzaminów. W tygodniu już nigdzie nie chodzę, nie spotykam się z nikim, sięgam jakieś dziwnej depresji momentami. Staram się nadrabiać w weekendy, wtedy czuję się jakbym była na gigancie, jakoś "nielegalnie i nie powinnam", że aż mam wyrzuty sumienia.
Nie pracuję w weekendy, nie obchodzą mnie handlowe niedziele. Mniej oddaję się swojej pasji, bywają tygodnie, że wcale. Wtedy coś we mnie gaśnie, ale wiem, że tak trzeba (tracąc dodatkowy zarobek, bo z pasji mam małe pieniążki).
W imię systemu, żeby się dopasować. Ambicje i talenty się nie liczą. Na moje miejsca gdzie dotąd aplikowałam, są zatrudniane osoby bez pojęcia. Widzę marność ich pracy, niską jakość, bylejakość. Nie pociesza mnie to. Żal mi tylko. Otrzepuję sandały i idę dalej.
Mam nadzieję, że na stare lata będę czuła się syta życia i dumna z tego jak je przeżyłam. Mimo tego, że nic w życiu nie osiągnęłam. Choć kto wie, może jeszcze się uda. Na razie 4 lata stagnacji z przerwą na wakacje.
Z tego miejsca dziękuję tym osobom, które dają mi mnóstwo wsparcia.
Nic nie osiągnęłaś? Sukces lub jego brak, to bardzo dyskusyjne.
OdpowiedzUsuńMasz pasję i wiarę, wiesz czego chcesz, dbasz o siebie, by na starość zachować zdrowie , jesteś ciekawa świata i ludzi.
Teraz czeka Cię trudny czas, ale dasz radę , a efekty przyjdą !
Jeśli to mało, to ja wysiadam...
A czym mogę się pochwalić tak normalnie w świecie?
UsuńPasja i wiara i wszystko co wymieniłaś, to nie są sukcesy. To są moje wartości życiowe.
Czeka mnie trudna droga, ale puenta, którą napisałam na zakończenie, zaznacza wyraźnie, że to nie jest mało.
A posiadanie wartości życiowych, wedle których żyjemy nie jest sukcesem?
UsuńNie, uważam, że to jest normalne, każdy człowiek ma jakieś wartości życiowe.
Usuńjakieś każda/y ma... ale to może chodzić o to, że te, które akurat wyznajemy nam się sprawdzają... bo bywa różnie... są ludzie, którzy potrafić stracić wiarę w siebie i wyznawane wartości...
UsuńCZĘŚĆ I
OdpowiedzUsuńO absurdach wymagania studiów czy posiadania średniego wykształcenia już wspominałem w poprzednich komentarzach, podobnie jak komentowałem na temat wymagań zrobienia całego programu szkoły średniej, aby ją skończyć i podejść do egzaminu maturalnego. To rzeczywiście parodia.
Chciałam alternatywnie zrobić kurs na trenera personalnego, ale okazało się, że też nie mogę podejść bez wykształcenia.
Aż mi trudno uwierzyć! W Kanadzie KAŻDY może być trenerem personalnym, ten zawód, jak wiele innych, NIE jest regulowany. Ja posiadam kilka kursów na personal and business coach, które kupiłem online za grosze; gdy je zrobię (w domu), jest jakiś egzamin (też online) i mogę otrzymać certyfikat—i od razu zacząć moją działalność biznesową w tym zakresie, bez jakiejkolwiek rejestracji—rząd będzie tylko obchodziło, abym wykazał dochody, rozchody i zapłacił wymagane podatki, ale to dopiero po jakimś czasie. Ile taka edukacja jest rzeczywiście warta, to już inna sprawa—ale gdy pobieżnie te kursy przejrzałem, nie są aż takie złe i chętnie przerobiłbym je, chociażby dla samego siebie.
Również wiele lat temu zapisałem się na korespondencyjny kurs księgowości, Accounting & Bookkeeping, prowadzony przez dość znaną szkołę korespondencyjną, oferującą od dziesiątek lat ogromną ilość różnych kursów (nota bene, można też zrobić studia online na znanych uniwersytetach). Ten kurs był odpowiednikiem dwuletniego „college”. Muszę przyznać, że bardzo pozytywnie go wspominam i wysoko oceniam.
Zawierał wszystkie materiały od podstaw—najpierw dość długi i pracochłonny moduł o bookkeeping, potem była matematyka (zaczynała się dosłownie od „2+3=5”—dlatego KAŻDY mógł się jej nauczyć), następnie średnio-zaawansowany kurs księgowości oraz finalnie zaawansowany—a do tego oferował wiele dodatkowego, bardzo użytecznego materiału na różne pokrewne tematy związane z księgowością, administracją, planowanie, itp. Książki do nauki były wspaniałe, świetnie i prosto napisane, z wieloma przykładami obrazującymi to, czego się uczyłem (przypominały mi się wtedy okropne podręczniki szkole z PRL, z których często nie sposób było się czegokolwiek nauczyć). Kurs robiłem dla siebie, NIE dla dyplomu, i muszę powiedzieć, że się z niego BARDZO dużo nauczyłem i niezmiernie mi pomógł w pracy—a jego koszt, ok. tysiąca dolarów (z czego 1/3 otrzymałem z powrotem z racji zniżek podatkowych), był śmiesznie niski w porównaniu z kosztami kursów na college.
Ciekawostka: nie wiedziałam, że aby prowadzić komuś social media, trzeba mieć zrobione studia.
Nie bardzo rozumiem… czy to jest następny zawód ‘regulowany’ przez rząd? Sorry, ale mój tok myślenia jest kompletnie odmienny i gdy czytam o potrzebie posiadania wyższego wykształcenia, aby wykonywać daną prace, to od razu przychodzą mi na myśl takie zawody jak adwokat, lekarz, dentysta, farmaceuta, profesjonalny inżynier czy przysięgły księgowy—inne albo nie wymagają żadnych pozwoleń czy certyfikatów, albo trzeba zrobić kursy w szkołach i zdać egzamin (np. masażysta, fryzjer, kierowca ciężarówki, mechanik samochodowy, hydraulik, elektryk), ale niekoniecznie wymagane jest posiadanie wyższego wykształcenia! To i tak masz szczęście, że w sklepie możesz pracować bez studiów—ale nie byłbym zdziwiony, gdyby się i to zmieniło.
I jeszcze jedno—osobiście znałem osoby, które zarabiały masę forsy, pracując w firmach komputerowych jako programiści: oni sami się nauczyli programowania, nie chodzili do żadnych szkół, byli świetnymi specjalistami i nikogo nie obchodziło, jakie mają formalne wykształcenie.
C.D.N.
CZĘŚĆ II
UsuńMimo tego, że nic w życiu nie osiągnęłam
Z tym stwierdzeniem byłbym ostrożniejszy. Ileż to razy ludzie, którzy całe życie pracowali, byli nawet dość znani i doszli do dużych pieniędzy, po jakimś czasie to samo mówią. Pytanie jest, co uważasz za osiągnięcie w życiu? Jakie wartości są dla Ciebie najważniejsze?
Ponad 20 lat temu poznałem adwokata, który zajmował się wyłącznie prawem korporacyjnym. Powiedział, że to strasznie nudna dziedzina—non-stop trzeba siedzieć w przepisach, wertować tysiące stron nudnych dokumentów, zapoznawać się z różnymi wyrokami w podobnych sprawach i wyszukiwać precedensów, a podczas spraw sądowych nie wygłasza się płomiennych przemówień przez sędzią lub jury, jak to często widzimy w telewizji, ale przytacza się masę paragrafów i precedensów prawnych. Niemniej jednak przyznał, że jego zawód przynosił mu ogromne pieniądze. I w pewnym momencie stwierdził, że jego życie jest puste i że też właściwie nie osiągnął tego, czego pragnął. Miał wówczas ponad 50 lat—wycofał się z praktyki adwokackiej i został świeckim misjonarzem, m.in. pracując na Karaibach, wśród biednych i więźniów.
Je także często zastanawiam się, czy jestem zadowolony z tego, co osiągnąłem w życiu. I wiele innych ludzi z pewnością też.
I jeszcze coś ‘z mojego podwórka’. Generalnie zawsze byłem zwolennikiem edukacji i wszystkich zachęcałem, aby w miarę możliwości się dokształcali albo nawet rzucili (kiepską) pracę i poszli na pełnowymiarowe (full-time) studia, na uniwersytet lub do college. W Kanadzie, jeżeli ktoś chce się uczyć i może zdobyć się na pewne poświęcenia, jest to możliwe—rząd udziela pożyczek (zwrotnych i częściowo bezzwrotnych), które starczą na opłacenie nauki i skromne życie—a jeżeli jeszcze się raz czy dwa razy w tygodniu po parę godzin pracuje, to można sobie poradzić. Niektórzy po ukończeniu szkół mają długi po kilkadziesiąt tysięcy dolarów—ale to jest naprawdę nic, bo jeżeli ukończyli właściwe kierunki, bo często ich roczny dochód w pierwszej pracy przekracza kwoty pożyczek (które zresztą można spłacać stopniowo). Sam przez lata obserwowałem takie osoby, które po ukończeniu szkół na początek otrzymały roczne wynagrodzenie od 40 do 60 tysięcy dolarów, a po kilku latach ono znacznie wzrosło, często przekraczając sto tysięcy dolarów. Nota bene kierunki, jakie ukończyli to głównie była księgowość, finanse, komputery, inżynieria, zawody mechaniczne, prowadzenie firm/management, administracja biurowa oraz dziedziny związane z medycyną.
Raz jeszcze życzę Tobie dużo wytrwałości i powodzenia!
P.S.
Pewnie mój komentarz jest za długi… nawet musiałem go podzielić na dwie części... ale gdy temat mnie interesuje, to lubię coś więcej napisać.
Tak, doskonale pamiętam naszą rozmowę.
UsuńKursy akurat powinni puszczać wszystkim ludziom. Bo kursy to glejt, że człowiek postarał się, chce w tym temacie pracować (cokolwiek by to było), a dopiero potem życie weryfikuje, czy to kolejny amator, czy na prawdę człowiek zna się na rzeczy. Ale sądzę, że bez sprawdzenia nikt człowieka nie zatrudnia.
Może mentalność Polaka by się zmieniła, bo dziś kombinują, a może by zmądrzeli i poważnie do tego wszystkiego podeszli.
Obserwuję takie sytuacje, jak człowiek pracuje za minimalną krajową i nie chce się dalej rozwijać, bo znajomy pracuje w zawodzie, który mu się marzył i zarabia niewiele więcej od niego, więc to się zwyczajnie nie opłaca.
I szczerze mówiąc, stanowiska, a na które aplikowałam, oferowały mi taką samą stawkę jak mam teraz na montażu, więc teoretycznie też - po co się starać?
Co do trenera personalnego, wydaje mi się, że najważniejsze są lata doświadczenia ze sportem.
Takie rzeczy łatwo zweryfikować.
Okazuje się, że tak, to jest regulowane przez rząd. Regulamin zatrudnienia osoby wymaga studiów albo zaczętych studiów, czyli mogę w tym czasie studiować i być zatrudniona.
Alternatywą jest założenie własnej firmy, np. jeżeli dalej chciałabym być trenerem personalnym, mogę otworzyć siłownię i nikt mnie nie będzie pytał o certyfikaty i wykształcenie.
Informatyk zakładający własną działalność, też nie musi niczego okazywać, ale jeśli chciałby zatrudnić się na informatyka u kogoś, to już wtedy tak.
Odróżniam wartości od osiągnięć. Mówimy o osiągnięciach zawodowych stricte.
Nie jestem zadowolona z tego jak wygląda moje życie, ale nie dołuję się tym, bo najważniejsze potrzeby mam zabezpieczone. Mam dach nad głową, nie brakuje mi pieniędzy, mam nawet samochód. Ale nie uważam tego za sukces. Uważam to za zaradność życiową.
Bardzo dziękuję za wypowiedź, lubię treściwe komentarze.
To wszystko pokazuje w jakim jeszcze tyle jest Polska, że zamiast ułatwiać ludziom, utrudnia się jedynie i często wielu skreśla samych siebie, bo dostrzega też nieopłacalność i stratę czasu.
Informatyk zakładający własną działalność, też nie musi niczego okazywać, ale jeśli chciałby zatrudnić się na informatyka u kogoś, to już wtedy tak.
UsuńTo ja już nic nie rozumiem… Co to kogo obchodzi, kogo ja zatrudnię? I tak to ja się biorę odpowiedzialność za wykonaną pracę—i dla mnie liczy się wiedza, a NIE papierek, który może g...o znaczyć albo być nawet kupiony.
Faktycznie, nie potrafię zrozumieć pewnych rzeczy i moje podejście do wielu zagadnień kompletnie różni się od tego w Polsce. Dwa odmienne realia.
Nie jestem zadowolona z tego jak wygląda moje życie
Ale najważniejsze, że nie tylko zdajesz sobie z tego sprawę, ale działasz, i to na całego, aby polepszyć swoje życie. I to bardzo dobitnie pokazuje, że jesteś osobą konsekwentnie dążąca do celu.
Zatrudniającego obchodzi. Idąc do pracodawcy bez papierów, można spodziewać się jedynie odmowy.
UsuńWiem, mam świadomość, że to mój atut. Nie każdy zdaje sobie sprawę ze swoich słabości i mówi o nich otwarcie.
Mamy teraz nowe i dumne pokolenia.
moje wsparcie to tylko słowa, ale wiem, że dla wielu osób bywają ważne, więc Cię wspieram...
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
Spoczko. ;)
UsuńJa też niczego w życiu nie osiągnęłam. Mieszkam w beznadziejnym mieszkaniu, jeżdżę 21-letnim samochodem, rodzina mi się rozpadła już sto lat temu, a człowiek, którego kochałam ponad wszystko, puścił mnie w trąbę. Mimo to, mimo wieloletniego chorowania na depresję, chyba w końcu z niej wychodzę i zaczynam cieszyć się życiem. Tobie też tego życzę.
OdpowiedzUsuńNie chce tutaj pisać ile ja mam na koncie porażek życiowych i przez co uważam swoje życie za okrojone z sukcesów. ale nazbierało się. Cieszę się, że biedy nie klepie, mam życie ustabilizowane i nie muszę się martwić podstawowymi rzeczami.
UsuńDepresja jest ode mnie daleko. Potrafię się cieszyć życiem, szkoda mi tylko czasu na siedzenie w domu, no ale muszę.
Widzę Twoją siłę i determinację. Mimo wszystkich przeszkód i trudności, nie poddałaś się i wciąż idziesz naprzód. Niech każdy dzień przynosi Ci poczucie, że Twoja droga ma sens. Wspieram Cię że wszystkich sił.
OdpowiedzUsuńDzięki.
UsuńOch Aniu, dobrze, że się podzieliłaś tymi wszystkimi próbami i dążeniami do zdobycia wykształcenia, bo wiele osób nawet nie zauważyło, jak łatwo udało im się przejść przez ten cały system i jakoś tam skończyć jakiś dyplom, nawet nie bardzo lubiąc to, co ukończyły.
OdpowiedzUsuńMasz rację, system jest bardzo słaby, a rynek traktuje wyłącznie świadectwo czy dyplom jako punkt wyjścia do czegokolwiek.
Bardzo trudno jest się uczyć jednocześnie pracując, więc powiem tylko: podziwiam i utulam.
Nie powiem, że będzie łatwiej, bo system trzyma mocno i za mało jest ludzi, którym patrzy się na faktyczne umiejętności, a nie w papiery.
Ściskam Cię mocno, trzymam kciuki. Bądź dumna i dobrze, że czasem robisz też coś dla siebie, bo dla tej iskry w oku trzeba, nie można się poddać i jedynie tyrać na etacie.
Starsze pokolenie zawsze uważa swoją drogę za słuszną, nie licz na wsparcie, licz na siebie.
Powodzenia!!!!
Przedostatnie zdanie o starszym pokoleniu - nawet nie wiesz jak bardzo w punkt!
UsuńŚciskam!