Biorę odpowiedzialność za to, co mówię, nie za to, co Ty rozumiesz.

sobota, 10 stycznia 2026

Książka z biblioteki | podróże bliższe i dalsze.

Przyznam szczerze, że pożyczenie książki należącej do biblioteki, jest wyzwaniem. Znając swoje możliwości, byłam pewna na 100%, że przeczytam książkę w tydzień. Przecież miałam wolne od pracy i szkoły.
Ale pewne czynniki mieszkaniowe spowodowały, że nie przeczytałam nawet połowy.
Zdeklarowałam się, że przeczytam w weekend, termin oddania został przedłużony, bo pojawiły się jednak realne szanse i mogę w domu przysiąść na dłużej, dlatego się nie poddałam. Ale zapomniałam chyba, że mam weekend szkolny i wrócę późno do domu (po drodze zakupy, paczkomat... no życie po prostu). Kompletnie nie wzięłam tego pod uwagę, że cały dzień mnie nie będzie.
Zabieram książkę do tramwaju. W mpk cała nadzieja!!

Przy okazji, obiecałam, że zacznę gadać o wyprawie do Drezna. Zaczęłam – swoim zwyczajem od przystępnie spisanej historii miasta i miłych dla oka widokówek, ale to nie koniec, bo materiał jest solidny.
A byliśmy tam tylko parę godzin...

Wszystko obejrzysz i przeczytasz TU

Nasz pobyt w Dreźnie był bardzo leserski, nawet zatrzymaliśmy się na trochę w kawiarni, by zażyć luksusu z widokiem na piękne zabytki.
Tymi można było dosłownie się zachłysnąć. Dawno nie wiedziałam tyle świetnej architektury w jednym miejscu na raz.
Humory dopisywały, była z nas wesoła gromadka.

Spacerowaliśmy zupełnie świadomi tego, co chcemy zobaczyć. Może ja trochę mniej, bo nie przygotowywałam niczego, nie szperałam po mapach, zdałam się na instynkt eksploratorski towarzyszy i jak zwykle nie zawiodłam się.
Nie zabrakło nawet modernizmu, na który ostatnimi czasy mam absolutny szał.


Wrzuciłam też wreszcie publikację odnośnie podłódzkiego pałacu o niebagatelnej architekturze i uważam, że to jedna z pereł, która naprawdę zasługuje na drugie życie. Może kiedyś ktoś zamożny także się zachwyci i utworzy tam własny dom? Może hotel? Wtedy wpadnę na kawę.
Zdjęcia są nienajlepsze, bo wybrałam się tam bez statywu.

Jest to dowód na to, że łódzkie nie jest nudne.

Zapraszam TU


I to wszystko wydarzyło się w minione lato, Drezno - początek września. A podróżowaliśmy jeszcze całkiem sporo do tej pory.
Robota jest, chęci są, pod dłońmi czasami aż się pali, kocham to dla Was opracowywać, opisywać, wybierać zdjęcia, ale cóż, życie. Tymczasem pakuję książkę i lecę do szkoły. ;)
Miejcie dobry weekend.

3 komentarze:

  1. Drezno zaliczyłam tylko, piszę zaliczyłam, bo to był jeden dzień, w dodatku mało zwiedzania, wstyd!
    Ale ważne to, co przed nami!
    Wielu miłych chwil z książką:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. gdy byłem pierwszy i jedyny zresztą raz w Dresden trochę mnie bulwersowało, gdy w miejscowej komunikacji wsiadający pasażerowie pozdrawiali pozostałych gestem zamawiania pięciu piw... dopiero przy bliższym przyjrzeniu się takim sytuacjom okazało się, że trochę źle odczytywałem tą sytuację, bo ci pasażerowie po prostu pokazywali innym swój bilet miesięczny...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Potrafisz połączyć osobiste doświadczenia z konkretnymi wrażeniami z podróży – opis Drezna i architektury naprawdę wciąga, a przy tym nie jest to sucha relacja turystyczna, tylko opowieść kogoś, kto lubi odkrywać miejsca z własną ciekawością. Lubię też, że zauważasz detale, które często umykają – jak modernizm w mieście czy potencjał podłódzkiego pałacu – to dodaje tekstowi autentycznego „smaku” i inspiruje do zwracania uwagi na rzeczy, które normalnie mogłyby przejść niezauważone.

    OdpowiedzUsuń