O tym ile to wszystko ma w sobie kwintesencji idiotyzmu, dowiedziałam się od pana, który żyje na innym kontynencie, bardziej – jak się okazało – logicznym niż Europa. Niestety.
Ale pomówmy o przyjemnościach. Przyznałam na sam koniec dnia, że nazajutrz będzie mnie bolało gardło ze śmiechu. Odnaleźć ludzi, z którymi naprawdę chcę się spędzać czas, to skarb.
Od mojej weryfikacji znajomych minęły dwa lata – w pierwszym roku ludzie weryfikowali się sami, niewielu zostało – w drogim poznawałam nowych ludzi i patrzyłam gdzie jest chemia. Gdzie jest vibe.
Po dwóch latach, całkowicie wymieniłam środowisko i nie żałuję. Na tym tle jestem naprawdę bardzo szczęśliwa.
I to zdjęcie chyba mówi samo za siebie:
Kiblowe sesje – A JAK!
Trip zakłada wiele miejsc do odwiedzenia, o jednej z nich już opowiedziałam na turystycznym blogu:
![]() |
| Jezioro ➤ link |
Tak, pamiętam o Dreźnie, obiecałam i będzie na pewno... Cierpliwie i wszystko NIEpokolei. ;)




Weryfikacja znajomych. Brzmi bardzo ciekawie. I intrygująco. Podejrzewam, że czasami nie trzeba tego robić specjalnie. Robi to za nas czas... Ale my świadomie pewnie możemy to ..przyśpieszyć;-) Pozdrowienia z Kantonu Zug.
OdpowiedzUsuńLudzie zweryfikowali się sami, wystarczy, że przestaniesz o nich zabiegać i okazuje się, że tylko Ty się starałeś. Teraz mam wokół siebie zupełnie inne środowisko, nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak tamto było toksyczne i ile jeszcze problemów mi odeszło.
UsuńMieszkałam 5 lat z Kantonie St. Gallen. Pozdrawiam.
"Odnaleźć ludzi, z którymi naprawdę chcę się spędzać czas, to skarb."
OdpowiedzUsuńZgadzam się w 100%. Mogę tylko dodać, że szukanie--i znalezienie--skarbu wymaga dużo czasu, cierpliwości i wytrwałości, a jak go się znajdzie, regularnej pielęgnacji. Ale z pewnością warto, bo korzyści mogą okazać się niepomierne i kolosalnie przeobrazić nasze życie.
Przypomniał mi się też niezmiernie trafny cytat Ralph Waldo Emerson: "A friend may well be reckoned the masterpiece of nature" (Przyjaciel może być uważany za arcydzieło natury).
Pozdrawiam!
Ja nie szukałam. Ja po prostu weszłam w inne środowisko, spotykałam ludzi, poznawałam i dawałam się poznać. Z niektórymi zaiskrzyło.
UsuńTo prawda. Prawie 20 lat temu zacząłem uczestniczyć (a wkrótce organizować) w imprezach w nowopowstałych grupach społecznościowych—były to kilkugodzinne spotkania przy kawie, obiady w oryginalnych restauracjach, spacery po mieście czy pikniki w parkach, jak też kilkudniowe wyjazdy biwakowe, na kanu czy nawet zagraniczne.
UsuńRzeczywiście, z niektórymi osobami od razu „ziaskrzyło” się i już po tygodniu umawialiśmy się na spotkania i wypady; chociaż minęło prawie 20 lat, do tej pory jesteśmy w kontakcie. Również w tych grupach poznałem bardzo specjalną osobę, z którą odbyliśmy prawie 200 różnorakich podróży i nadal jesteśmy w bardzo bliskim kontakcie, chociaż dzieli nas spora odległość.
Jakbyś narodziła się na nowo!
OdpowiedzUsuńA to już dawno, kilka lat temu jakoś. 🤪
Usuńzwizualizowałem sobie akt weryfikacji tak wprost, dosłownie... czyli siadamy przy stole, wypisujemy listę naszych wszystkich Krewnych i Znajomych Królika, po czym rozkminiamy osobę po osobie... np. "z tym już nie gadam, z tym gadam, ale nie piję, z tym tylko piję, na szczęście on już nie pije, z tamtą mogę od biedy się pociupciać, ale o gadaniu mowy nie ma, bo to masakra, tą omijam, bo jej kasę wiszę, za to z tamtą, czy z tym... etc... aha, jeszcze pani Koperkowa do kompletu, ale ją muszę znać, mieszka naprzeciwko, toć się nie wyprowadzę, a jak nie powiem dzień dobry, to mi kota otruje... LOL"... to byłby ciekawy motyw na teatralny monodram sceniczny...
OdpowiedzUsuńtak swoją drogą, to kiedyś z pewną moją Byłą wykonaliśmy taki numer, w tym stylu... wtedy była moda na marketing sieciowy i w co drugim /no, może w co piątym/ domu ludzie robili tego typu weryfikacje... nam to akurat podpowiedział agent, który próbował nas wkręcić, miał i rozdawał nawet specjalne druki do tej zabawy... nie wkręcił... ale zabawy trochę było...
p.jzns :)
Ludzie zweryfikowali się sami. Jak ja przestałam troszczyć się o relacje, to większość nagle zniknęła z mojego życia. Rodzina też. Proste.
UsuńNo dobrze, ale co to są te tripy i viby? 😱
OdpowiedzUsuńWycieczka niestacjonarna, podróżujesz przez cały wyjazd, nie masz jednego stałego zameldowania. Vibe można podawać w polskim znaczeniu, ale nie wybrzmi jak należy.
UsuńTeż nie bardzo wiem, jak „vibe” przetłumaczyć na polski, pomimo że jestem ekspertem od tego słowa: od ponad 23 lat jeżdżę samochodem o nazwie Pontiac VIBE.
UsuńHaha masz vibe na każdym tripie. :D
UsuńMatuchno. Nadal nic nie rozumiem...
UsuńDobrze czytać, że znalazłaś swoje miejsce i swoich ludzi. To ogromna ulga i wielka siła.
OdpowiedzUsuńŚwietny, autentyczny wpis o tym, jak ważny jest ten właściwy "vibe" i chemia w relacjach międzyludzkich. To prawda, że to właśnie te nienazwane uczucia i atmosfera decydują o tym, czy czujemy się dobrze w danym towarzystwie. Bardzo celne spostrzeżenia! ✨
OdpowiedzUsuńDzięki. Człowiek nabiera doświadczenie życiowe, jeśli przeżywa życia, a nie przepuszcza przez palce.
UsuńWitaj! Miło Cię widzieć uśmiechniętą. Lubię porównywać swoje życie do podróży, więc dla mnie to nie nowość żeby jechać gdzieś, czy dreptać, bo coś mnie tam zaciekawiło. Przyjemnego weekendu pozdrawiam.🤗
OdpowiedzUsuń